piątek, 29 kwietnia 2016

Zmiana stylu, zmiany w życiu


Ci z Was, którzy już zdążyli mnie poznać czy w życiu prywatnym, czy na blogu, prawdopodobnie zatrzymali się na etapie w którym byłam roztrzepaną licealistką, która w zasadzie nie zna własnej tożsamości a na pytanie co będzie za pięć lat odpowiada - nie wiem. To wszystko przekładało się także na mój wygląd. Często niechlujny, jakbym z lenistwa zakładała na siebie to co pierwsze wpadnie mi w ręce. 
Od pewnego czasu zaczęłam zauważać zmiany, które podświadomie wprowadzałam w swoim życiu. Stało się dla mnie problemem zakładanie okropnie krótkiej mini, mimo, że zawsze uważałam, że dzięki niej moje nogi wyglądają świetnie. Także luźne powyciągane bluzki zostawiłam jedynie po to aby w nich spać lub ewentualnie założyć je na trening. Absolutnie nie założę leginsów tak by moje pośladki były widoczne, mogę je wykorzystać do tuniki albo do leżenia na kanapie. 90% czasu chodzę w butach na obcasie, mimo mojego wzrostu (178cm!). Nauczyłam się nawet jeździć w nich samochodem! A już największą karą dla mnie jest założenie jeans'ów... Chodzę tylko w sukienkach i spódnicach i czuję się z tym świetnie, uważam, że każda kobieta powinna najlepiej czuć się w sukience. Wiem... stygmatyzuję. 
Dążę do tego, że wraz z naszym wiekiem i nabieranym doświadczeniem docieramy się sami z naszym własnym charakterem. Ja powoli zmierzam do celu, zaczynam się ze sobą czuć dobrze i przede wszystkim pewnie. Życzę Wam tego samego, oczywiście nie w ten sam sposób co ja :)


Jak widać na zdjęciu powyżej, pożegnałam się z moimi długimi włosami. Zrobiłam to z dwóch powodów: - dla podkreślenia zmiany jaka we mnie zaszła  i  - by oddać włosy fundacji przyjaźni WeGirls, która zajmuje się zbieraniem włosów na peruki dla dzieci walczących z nowotworami. Zachęcam Was z całego serca by zmienić fryzurę i czyjeś życie.
Buziaki, trzymajcie się!

czwartek, 31 marca 2016

long time, no see... znowu




Jeżeli mam być szczera, myślałam, że już nigdy tutaj nie wrócę, że etap pisania bloga zakończył się razem z nieuniknionym końcem liceum. Coraz mniejszy to miało dla mnie sens i w sumie traciło na wartości. Widziałam po statystykach, że są osoby, jakieś, gdzieś daleko, w przestrzeni internetowej, które czytają raz po raz to co próbuję z marnym skutkiem przelać na te wirtualne stronice. Nie wiedziałam jednak, co dalej. Co zrobić z tym blogiem, co właściwie z całym życiem zrobić. Moje pisanie do was - czytelników, było i być może nadal jest, bo tego jeszcze nie wiem, bezsensowne. Naskrobanie jednego wpisu na blogu raz na kilka miesięcy i to też bardziej dlatego, że wprost domagaliście się czegoś nowego jest po prostu niepoważne.
Miałam dużo czasu na zastanowienie, ostatni post był przecież we wrześniu zeszłego roku... i to co wymyśliłam zaskoczeniem raczej nie będzie. Nie chciałabym tego bloga tak zostawić, nie chciałabym was tak zostawić, ale nie będę też oszukiwać, że nagle zostanę z zawodu blogerką. 
Będzie o tym co lubię, o tym co zachwyca, na spokojnie. Tyle wam mogę obiecać - ja, autorka.

środa, 16 września 2015

nazwijmy to podsumowaniem...


Wakacje, wakacje i po wakacjach. Minęły tak szybko, że nawet ich nie poczułam. Można je określić jednym hasłem - praca. Jednak biorąc pod uwagę charakter tej pracy sierpniowej no i wrzesień, który mamy właśnie teraz, muszę przyznać, że trochę wakacyjności w wakacjach się znalazło. Podzielę się z wami tą wakacyjnością właśnie bo przecież niektórzy z was już za nią tęsknią siedząc w zimnych murach szkoły, beznadziejnej pracy, czy w jakimkolwiek innym miejscu z tej kategorii.

Mamy już 16 września, tak więc jakoś... miesiąc temu, dodać szesnaście dni, co daje nam 1 sierpnia, miałam urodziny. Dwudzieste! Spędziłam je pięknie - myślę, że to i zdjęcia pozwolą wam zrozumieć jak cudownie się czułam.




Kilka dni później byłam już w pracy. Nie takiej okropnej i nie takiej do której idąc kwestionujesz sens swojego życia, no i też nie takiej, która męczy i dręczy, żyć nie daje i koszmary powoduje. Taka praca marzenie troszeczkę. Zobaczcie sami.











Coś mi się wydaje, że byliśmy najlepszą obozową kadrą ever.

P.s. Obóz Szkoły Tańca Jaremi - Gdańsk, Sobieszewo.

Niestety każda przygoda się kiedyś kończy...aleeeee mając u boku takiego mężczyznę jak mój można bardzo szybko liczyć na następną. No i nie przeliczyłam się. Bardzo szybko bo w drodze z obozu tanecznego do domu podjęliśmy decyzję o wyjeździe do ... tu du dum dum... Szwecji! Teraz nastąpi niesamowita fotorelacja z wyjazdu z delikatnymi opisami do zdjęć. Enjoy!


Tak moi drodzy, do Sztokholmu jechaliśmy autostopem :)





Muzeum statku Vasa.





Beyond Retro - sklep vintage w którym spędziliśmy dosłownie za dużo czasu :) (mają też stronę internetową)


Jacy byliby z nas podróżnicy bez spania na dziko?






Pocieszę was - ja też już dzisiaj idę do pracy.

środa, 22 lipca 2015

nowości i wakacyjne obowiązki


Cześć, jak obiecałam tak jestem :) Zdjęcie powyżej tak samo leniwe jak ja właśnie w tej chwili i w sumie w każdej innej, bo u mnie raczej się to nie zmienia. 
W dzisiejszym poście moi drodzy czytelnicy dowiecie się co kupiłam ostatnio (nie zamieszczam wszystkich zdjęć, bo nie zrobiłam prania a wszystko od razu trzeba przecież założyć :D), super plażowo - opalaniowo - wakacyjno - wyjazdowe (słowotwórstwo level hard xD) triki, no i coś tam coś tam o wakacyjnych obowiązkach a w sumie takim jednym najważniejszym, bo po co sobie życie psuć nadmiarem. Jedziemy!

Krok pierwszy - ZAKUPOHOLIZM ODCHUDZA, bo potem nie ma pieniędzy na jedzenie... a więc krótko o tym na co Justyna wydała pieniążki i o rozważaniach na temat dlaczego, boże dlaczego aż tyle było tych przyjemności...
Znacie to pytanie, które pojawia się codziennie rano w głowie w zasadzie każdej dziewczyny/kobiety? "W co ja się ubiorę?" ... i po raz kolejny przeglądamy zawartość czterodrzwiowej, po brzegi wypełnionej szafy. Po czym sam nasuwa się wniosek... "Nie mam się w co ubrać!" Ja znam to doskonale, dlategooooo żeby ten problem nie miał miejsca kupiłam kilka drobiazgów.. tylko kilka. Przy każdej rzeczy tłumaczyłam sobie dlaczego jest mi niezbędna - jestem w tym całkiem niezła, potrafię wytłumaczyć dlaczego w środku lata, nie wybierając się na żadne wesele kupiłam suknię, dosłownie suknię wieczorową z ASOS. 


Nie był to niestety jedyny przypadek, sukienka ma towarzystwo skórzanej kurtki z Reserved, trzech koronkowych staników, bluzy w koty, pudrowych żeglarskich mokasynów i kwiatowych butów z korkowym obcasem z H&M, szala i perfum z Zary, dwóch długich sukienek idealnych na plażę z ONLY, spodni z Pull&Bear, spódnicy z Stradivarius, no i może na tym poprzestanę bo to chyba i tak wystarczy. Wspomnę tylko o ubraniach sportowych, które mają zachęcać mnie do aktywności fizycznej... prawie się udało - kupiłam karnet na zajęcia z body shape. Nasłuchałam się o prowadzącej, że jest niczym druga Ewa Chodakowska. Boże... ale może o tym za chwilę. Teraz wrócę do moich kroków w poście bo się zaraz rozgadam, pogubię i stracę wątek a to nie o to tu chodzi. O czym ja to... A!

Krok drugi - WAKACYJNY PORADNIK CIOCI DOBREJ RADY, ilustrowany!


Drogie dzieci, na samym początku odrobina wyjaśnienia. Postanowiłam podjąć właśnie taki a nie inny temat w ramach tego posta z bardzo prostego powodu - jestem mistrzem przemyślanego pakowania, a teraz mamy sezon pakowania się właśnie, ale zrobię tylko taki mały procencik, dajmy na to takie 15% tego co macie ze sobą zabrać, bo jak już wiecie jestem leniwa.
Wszystko o czym napiszę w szalonym poradniku szalonego podróżnika widnieje na powyższym zdjęciu. Żeby nie było problemu, jako urodzony fotograf zrobiłam także pojedyncze zdjęcia każdej z rzeczy. Zszokowani ilością pracy włożonej w tego posta? Ja też xD


 Na pierwszy ogień idzie bikini, znane i lubiane, zarówno przez panie jak i panów. Wyjazd nad morze czy to nasze POLSKIE czy w wersji luxury gdzieś tam #zagranico, jest po prostu nierealny!!! Dlatego ja zaopatrzyłam się tylko w jakieś tam sześć różnych kostiumów i teraz w zależności od humoru, raz kwiatuszki raz falbanki a czasem nawet kropeczki. Od przybytku głowa nie boli, a nigdy nie wiadomo trafi się jakiś wyjazd z milionerem na jacht gdzieś w okolicach Karaibów.  Dla ciekawskich staniczek po lewej - H&M, natomiast po prawej Stradivarius.


Mam nadzieję, że moje fancy muszelki się wam podobają, ale nie tylko one są na tym zdjęciu. Perfumy DKNY be delicious fresh blossom oraz mgiełka zapachowa do ciała marki Body Shop o zapachu mango to moje absolutne numery jeden wśród wakacyjnych zapachów. Jestem z tego typu kobiet, które co sezon zmieniają zapach tylko dlatego, że zima pachnie inaczej niż lato, a jesień inaczej niż wiosna a ja muszę się dopasować. Tak więc odpowiednio dobrany zapach (pamiętajcie, że to taki którego nie czujecie na sobie) nie dość, że będzie potrzebny jako przyjemne odświeżenie w podróży to jeszcze może zwabić wam jakiegoś przystojnego samca, kto wie....



Mimo, że mam 178 cm wzrostu nie wyobrażam sobie życia bez obcasów. Te powyżej (z H&M) to właśnie mój najnowszy nabytek, piękne prawda? Pieniądze wydane na piękne buty nigdy nie są pieniędzmi straconymi. Na wyjazd warto zabrać takie, które dobrze będą wyglądały w każdej sytuacji - plaża, spacer po molo, wyjście wieczorem, randka, itp, itd. 


A teraz chwilę o kosmetykach, które oczywiście po za perfumami wymienionymi wyżej i całą masą innych, które zabieram zawsze ze sobą są dla mnie super ultra ważne podczas wyjazdów. Balsam do ciała wspomagający brązową opaleniznę - bez tego nie zaczynam wakacji. Moja skóra pozwala mi na wiele jeżeli chodzi o maltretowanie jej słońcem więc wyciskam z opalania jak najwięcej. Jeżeli wy nie macie tego szczęścia, pamiętajcie o kremie z filtrem. Balsam na tym zdjęciu był sprawą oczywistą, a szminka i lakier do paznokci? Otóż tutaj pojawia się mój długo wyczekiwany trik wakacyjny. Może niektórzy z was doświadczyli, że podczas długiego przesiadywania na słońcu na paznokciach i ustach pojawiają się przebarwienia bądź skóra czy płytka znacznie się wysuszają. Otóż dzieje się to na skutek promieniowania UV i można temu w bardzo prosty sposób zapobiec. Paznokcie malujemy kolorowym (byle nie bardzo ciemnym) lakierem a usta czerwoną lub bordową szminką, gwarantuje wam że po za świetnym wyglądem zyskacie także zdrowe usta i paznokcie mimo opalania.


No i na koniec mojego wspaniałego poradnika takie oto sympatyczne zdjęcie okularów przeciwsłonecznych w towarzystwie muszelek. Nie może ich zabraknąć - dlaczego? Chronią nasze oczy przed promieniami UV a naszą twarz przed zmarszczkami, o!

Krok trzeci - WAKACYJNY OBOWIĄZEK, mianowicie - mniej jedz, więcej się ruszaj!
Hehehe, nie spełniam swoich obowiązków... 
Ale próbowałam przynajmniej z ruchem. Zapisałam się na zajęcia z body shape jak już wcześniej pisałam i co się okazało moi drodzy, poszłam raz i więcej nie pójdę. Pani prowadząca tak mnie zniechęciła i odmotywowała, że zamiast skorzystać zajęć skorzystałam z sauny, która jest w cenie karnetu, po czym poszłam zwrócić karnet, bo pierwsze zajęcia  są próbne i darmowe.
Także chyba sobie nie schudnę w te wakacje :(


Mam nadzieję, że dzisiejszy post był tak bardzo super, że będziecie zaraz po przeczytaniu czekaż na następny :)

Muzyka?


sobota, 11 lipca 2015

boże, daj mi kopa w tyłek...

.... żebym zaczęła pisać tego bloga częściej niż raz na kilka miesięcy!



Witam was moi kochani i  jak zwykle przepraszam za siebie i moje nieogarnięcie. Nie ma mnie  tu już zdecydowanie za długo, a wy co jest cudowne, dopytujecie się kiedy coś nowego napiszę. Tak więc właśnie to robię, specjalnie dla was, mimo braku motywacji, nie ruszając tyłka z łóżka, po raz kolejny nie mając pomysłu na posta - piszę!

W moim życiu nie dzieje się nic nadzwyczajnego, zwykła codzienna rutyna. Po za tym, że non stop pracuję a potem tą pensję przepuszczam na ubrania, nie robię praktycznie nic. Nooooo i jeszcze mam cudownego faceta niczym księcia z bajki Disneya, który kocha mnie najbardziej na świecie i takie tam, ale co ja tam będę się chwalić :D


hehehe..

Ostatnio żaliłam się wam w czasie sesji zimowej, a tu już po letniej, którą o dziwo zdałam bez żadnych poprawek (tutaj brawa i gratulacje dla największego kujona na roku). Mam nadzieję, że wasze sesje, matury a teraz już nawet dostawanie się na wymarzone uczelnie także poszły gładko i bez większego spięcia, a teraz macie swoje upragnione wakacje. Ja jeszcze nigdzie nie wyjechałam i z tego powodu bardzo boli mnie moja dusza podróżnika, ale no jakoś kompletnie nie mam siły żeby zacząć szukać miejsca na wakacje. Przytłacza mnie ilość spraw które trzeba przy takim wyjeździe załatwić. Samolot, hotel, wyżywienie, dojazdy, jak sobie o tym pomyślę to od razu mi się odechciewa. Gdyby ktoś z was organizował jakiś super wyjazd to dajcie znać, jadę w ciemno!

Muszę się wam poskarżyć na jeszcze jedną rzecz, mianowicie za każdym razem kiedy mam wolne i chociaż ten jeden dzień mogłabym jakoś fajnie spędzić to zawsze, ale to zawsze musi padać.. Taka już jest zasada - jak Justyna ma wolne to musi padać, albo lepiej niech będzie burza! Nie mam już siły do tej pogody, miną mi całe wakacje a ja będę blada jak ściana bo słoneczne dni spędzam w klimatyzowanej i szczelnie zamkniętej restauracji </3 
Ale są plusy moi drodzy! Praca to pieniądze a pieniądze to ubranka, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Stałam się zakupoholiczką co troszkę mnie martwi ale kto by się tam przejmował :)  Postaram się w najbliższym czasie (nie, nie za miesiąc tylko jutro) pokazać wam moje wyprzedażowe zdobycze, jestem pewna, że umieracie z ciekawości. (wiem, że nie ale poudawajmy)

Teraz kolej na streszczenie moich ostatnich aktywności na instagramie dla tych którzy mają zaległości :)  (hellowildheart)















A na koniec wakacyjna muzyka, łiiiiiii  


piątek, 6 marca 2015

childhood



Zauważyłam, że ilość zamieszczanych przeze mnie postów ma tendencję spadkową. Przepraszam was strasznie za moje zaniedbanie tym razem nawet nie będę się tłumaczyć z mojego lenistwa :)
Co się u mnie dzieje? SESJA POPRAWKOWA się dzieje! Trzymajcie za mnie kciuki, dzisiaj drugie podejście do biomedyki - zmory każdego studenta WP UW. Kontemplując nad podręcznikiem to tego przedmiotu właśnie cofnęłam się trochę do wspomnień z dzieciństwa stąd też tytuł dzisiejszego posta.
Ucząc się o dzieciach, ich rozwoju i typowych zachowaniach zaczęłam zastanawiać się jaka byłam ja na tych samych etapach rozwoju. Dzieci urodzone po 2000 roku będą mogły łatwiej znaleźć odpowiedź na to pytanie, przecież wystarczy usiąść do komputera mamy czy taty i obejrzeć setki filmików i zdjęć ze swoim udziałem. Ja, 90's child mam na swoim koncie dwa filmy - na jednym jem kiełbasę mając roczek, a na drugim śmieję się z kaczki mając jakieś 6 miesięcy. Dosyć ubogi dorobek filmowy, prawda? :)
Zdjęć z dzieciństwa mam już o wiele więcej niż filmów i moim ulubionym zajęciem jest dopowiadanie sobie historii do każdego zdjęcia.

Jak widzicie postanowiłam podzielić się z wami dwoma zdjęciami. Pierwsze to zakończenie 3 klasy szkoły podstawowej. Byłam oczywiście wzorową uczennicą. W podstawówce mało kto nie był :D Pamiętam, że było to dzień po wizycie u fryzjera gdzie zażyczyłam sobie obcięcia mi włosów z długości mówiąc kolokwialnie "za tyłek" do ramion. Moja mama była zrozpaczona. Krótkie włosy oznaczały koniec warkoczyków, kucyków i innych fajerwerków. Czułam się taka dorosła nosząc krótkie rozpuszczone włosy, w których wygląd nie ingerowała już mama. Drugie zdjęcie zostało zrobione podczas (jak widać) niezbyt ciepłych wakacji. Miałam wtedy 6 lat i zaczynałam na poważnie tańczyć. Mam bardzo mało wspomnień z tamtego okresu życia, ale wiem, że był to jeden z najlepszych okresów w moim życiu ( po za pierwszą wizytą u dentysty, którą przeżyłam jako traumę , nie dlatego, że bolało, ale dlatego, że mama obiecała mi kupienie jakiejś zabawki za bycie taką dzielną pacjentką, a gdy wyszłyśmy od dentysty sklep był już zamknięty -.- ). By the way na zdjęciu mam swoją ulubioną kurtkę/bluzę. Myślałam, że jestem taka cool nosząc ją w zestawie z tymi butami :)
Na dziś to tyle moi drodzy, uciekam do lektury podręcznika, a was zapraszam na instagrama : hellowildheart  oraz na tumblr : http://justynakrawczyk.tumblr.com/ . Buziaki:)