poniedziałek, 22 grudnia 2014

1989.2014

Wszyscy jęczą, męczą. Mało postów, mało zdjęć. A wiecie co ja wam na to?


Dzisiaj wstawię wam tyle zdjęć, że jeszcze będziecie błagali żebym przestała!

Nie no oczywiście żartuję i bardzo się cieszę takim zainteresowaniem. Zrobię wszystko żeby zaspokoić wasze potrzeby :)

Pewnie zastanawiacie się co to za dziwny tytuł, otóż moi drodzy dostałam najlepsiejszy gift na całym świecie!
Tam dam dam dam!


Mam tą płytę nawet nie tydzień a już znam każdą piosenkę na pamięć. Wiecie jakie to cudowne uczucie słyszeć te piosenki po raz pierwszy? Tego nie da się opisać! Moją największą miłością jest "Wildest Dreams". Jak ktoś jej posłucha to wie już wszystko o moim życiu prywatnym :)



Druga część tytułu posta "2014" odnosi się do niczego innego jak do naszego cudownego roku 2014, który dla mnie był wyjątkowo przedziwny i cieszę się, że już się kończy. Ten rok przyniósł do mojego życia takie zmiany przez które już nigdy nie będę taka jak wcześniej. Chyba po raz pierwszy sama zauważyłam to jak bardzo się zmieniam. No i mam już 19 lat... Wiecie co jest najbardziej załamujące? Widzę to że się starzeje. Mam nawet pierwsze zmarszczki! Gdy tylko je zauważyłam postanowiłam szybko odpalić jakiś film
Disneya bo to przecież lekarstwo przeciw starzeniu się. :)

A teraz tak już na zakończenie trochę zdjęć i trochę muzyki bo przecież trzeba zbierać playlistę na Sylwestra!











No i coś dla uszu :3



wtorek, 2 grudnia 2014

winter depression

Witajcie moi drodzy:) Dopadła mnie zima! Na dobre.. i chyba mi nie odpuści. Zamrozi mnie na śmierć. Też tak macie? Nie wiem jak wy ale ja choruje non stop od dwóch tygodni i coś czuję, że  nie prędko skończę. Nie dość, że choroba odbiera mi siły to jeszcze ta okropna pogoda za oknem, krótkie dni, brak słońca- wprowadzają mnie w pewnego rodzaju nostalgię. Odliczam dni do wakacji i wiecie co? Jeszcze 206 dni! Nie zniosę tego:( 


Mimo tej okropnej zimy którą muszę jakoś przetrwać życie toczy się dalej. Studia, praca. Praca, studia. Stałam się maszyną bez dnia wolnego. (oprócz ostatnich dwóch dni :)) Doszłam do wniosku, że studia mają pewne plusy. Gdyby nie one nie poznałabym kilku wspaniałych osób, a także nie odnowiłabym kilku kontaktów sprzed lat. Zdecydowanie te drugie dają mi ostatnio wiele szczęścia co pomaga mi przetrwać zły okres wczesnej dorosłości. Młodsi marzą żeby w ten okres wejść, starsi by do niego wrócić, a ja sama nie wiem co ja chce. Znajomi twierdzą, że mam mentalność emeryta. Tak właśnie-emeryta, bo kiedy wszyscy chcą się wyszaleć i wyszumieć to ja właśnie stabilizacji szukam. Wolnym ptakiem być nie będę. 
Ostatnio przyjaciel spytał mnie jak wyobrażam sobie siebie za pięć lat. Jemu powiedziałam, że nie wiem, a sama wróciłam do domu i od tamtej pory ciągle zastanawiam się nad odpowiedzią. Jakby tego było mało to by zaliczyć jeden z wykładów na mojej uczelni muszę stworzyć plan rozwojowy na pięć lat właśnie. Nie mogło trafić gorzej. Bo przecież co ja będę robić?
Mam marzenia, ale brak mi czegoś co nazywamy powszechnie odwagą, do ich realizacji. 
Mam swoje priorytety, ale uważam, że nie jestem w stanie ich wprowadzić w życie do tego stopnia jak bym chciała. 
Męczy mnie to całe pracowanie na swoją przyszłość. To, że jedni muszą włożyć w to dziesięć razy więcej energii niż drudzy.
Zrobiło się baaardzo depresyjnie... ożywię was piosenką:) 




i jak zwykle na koniec zapraszam na mojego instagrama: hellowildheart :)