środa, 23 lipca 2014

being me


Im bardziej przekraczam próg dorosłości tym bardziej uświadamiam sobie, że życie wcale nie jest takie kolorowe "po osiemnastce". Im dłużej jestem "po osiemnastce" tym bardziej mam pod górkę. Praca, matura, studia to tylko czubek góry lodowej po której, jak mam wrażenie, już od jakiegoś czasu się wspinam potykając się i ślizgając. 
Najbardziej w tym wszystkim boli mnie brak czasu dla samej siebie. Cały wolny od pracy czas poświęcam przyjaciołom, a sama nawet nie mam czasu usiąść i pomyśleć. Dziś po raz pierwszy od miesiąca (nie przesadzam) usiadłam na łóżku z laptopem na kolanach, kawą w ręku i mimo, że mój pies chucha mi w twarz nieświeżym powietrzem bo boi się burzy, cieszę się chwilą wytchnienia i niezmąconą niczym samotnością. Zastanawiam się czy jestem jedyną osobą w moim wieku która tak bardzo ceni ciszę i komfort nie mówienia nic.
Ten post nie ma mieć na celu nic szczególnego bo i ja wyjątkowa nie jestem. A jako że post miał być o byciu mną to jest. Jest dziwny, bez składu, nieprzemyślany. Nawet zdjęcie jest zwykłe. 
Jestem strasznie zmęczona tymi wakacjami. Pierwszy raz w życiu chodzę spać o 21 kiedy nie ma szkoły!!
Ciężko jest być śpiochem i zarabiać pieniądze..
Jak się domyślacie nadchodzi pora snu, już dawno po dobranocce :> 

zapraszam was na mojego instagrama : Hellowildheart

trzymajcie się ciepło, nie bójcie się burzy tak jak mój pies i nie bądźcie źli że tak rzadko piszę