piątek, 18 kwietnia 2014

survival







Nie było mnie tu już kawał czasu, ale sam tytuł powinien wam wszystko wyjaśnić. Ostatnio pisałam o studniówce i widmie matury które nade mną wisi, jak i nad tysiącami innych licealistów. Zaszyłam się pod ziemię na te kilka miesięcy, bo to co przeżywałam w szkole było istną szkołą przetrwania. Na pewno nie jestem jedyna, ale jeżeli chodzi o mnie to największa batalia toczyła się o "królową nauk" - matematykę.  Moje losy i przyszła kariera wisiały na włosku, ale już wszystko zaliczone. Ostatnie sprawdziany w liceum napisane. Od teraz mogę już mówić o najdłuższych w życiu wakacjach, których zapewne nie doświadczę, bo pójdę do pierwszej w życiu pracy. Teraz przede mną już tylko matura, albo aż matura. Czuję się trochę jak w programie "Jak najłatwiej zepsuć sobie życie w trzy dni". Oczywiście tylko żartuję, jestem dobrej myśli, wszystko wiem, wszystko mam "obcykane" .... "Zbiór wszystkich liczb x, których odległość od liczby 7 na osi liczbowej jest nie mniejsza niż 4..." EEEE, to może ja poproszę powtórkę z całego liceum, albo i gimnazjum... :)

W międzyczasie tej maturalnej walki wystawialiśmy z klasą spektakl jeszcze bardziej się zżywając ze sobą. Rozstanie które czeka nas już niedługo będzie chyba najtrudniejszym w moim życiu.  Nie wyobrażam sobie pójścia na studia i poznawania zupełnie nowych osób i nie zaczynania dnia od widoku ukochanych świnek z mojej "autystycznej" klasy. Te trzy lata, trzy spektakle, wszystkie imprezy i dziwne typowe dla nas akcje- to wszystko zapamiętam do końca jako najlepiej spędzone lata życia.

No i jak zawsze na koniec kilka zdjęć z ostatnich miesięcy.









I tym pięknym kocim akcentem kończę ten post i biorę się za malowanie pisanek :)
Wesołych Świąt robaczki <3