wtorek, 16 lipca 2013

Belgia- love, food, sleep and more


Czytając tytuł już każdy wie o co chodzi, pisałam też o tym w poprzednim poście, ale tak już oficjalnie : byłam w Belgii, a dokładniej w Brukseli.

DZIEŃ 1





Uwaga! Proszę tego nie jeść w samolocie! Najgorsze na świecie !



A tak proszę bardzo wygląda stacja metra. Linii sześć, stacji pewnie z 50 z czego połowa w ciągłym remoncie. My może i mamy jedną linię, ale jaką! (nie mówię o tym, że teraz wszystko pozamykane :( )


Co Justyna i Jędrzej zwiedzili jako pierwsze? Carrefour express.


Wiadomo po co..


Najlepsze frytki są wiadomo w Belgii tzw. STOLICY FRYTEK. Nie mogliśmy się nie skusić, byliśmy zbyt głodni by się powstrzymać.


Wychodzę kulturalnie z toalety i widzę Jędrzeja Supermana , który sika w jednej ręce trzymając zakupy ważące 500 kilo a w drugiej wiadomo co..






Pupcia to kot należący do właścicielki domu w którym mieszkaliśmy.. To była miłość od pierwszego spojrzenia.





Mam niestety limit jeżeli chodzi o ilość zdjęć w poście więc będzie ich kilka :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz